Figa - około półtoraroczna kundelka adoptowana z krakowskiego schroniska 27 sierpnia 2020 r. Kudłate uszy, wiewiórczy ogon, białe "paznokcie" i krawat (dziewczyna lubi łamać konwenanse). Wołają na nią lisiczka. Dwie weterynarki niezależnie od siebie stwierdziły, że wśród jej przodków mógł być flat coated retrevier, ale kto jeszcze - nie wiadomo.
![]() |
| © Paulina Drąg (@z.lasu.i.z.miasta) |
Do trzech razy Figa. Jeszcze rok temu o tej porze myślałam o psie w dalszej perspektywie. Na tym etapie byłam też jeszcze pewna, że nie zdecyduję się na adopcję - chciałam kupić owczarka szetlandzkiego z hodowli. Przyszła pandemia, świat stanął na głowie, a ja około lipca 2020 r. znalazłam na stronie krakowskiego schroniska JEGO. Racucha. Od początku było jasne, że to raczej nie pies dla mnie - za duże gabaryty - pewnie nie byłabym nawet w stanie utrzymać go na smyczy - ale rozum swoje, serce swoje. Kto się nie zakochuje bez sensu, niech pierszy rzuci kamieniem. Ponad pół roku później jesteśmy tutaj i wiemy już wszyscy, że Racucha nie adoptowałam - rozum wygrał, ale dzięki Racuchowi zaczęłam myśleć, że:
a. Może to już pora na psa. Na wiosnę 2020 r. zrezygnowałam z kursu przewodnika beskidzkiego, więc mogłam poświęcić psu czas, który wcześniej poświęcałam na kurs. Pogodziłam się z tym, że nie żyjąc z psem w dzieciństwie / młodości, prawdopodobnie nigdy nie poczuję się w pełni gotowa do adopcji, ucząc się tylko teorii. Można być świetnym teoretykiem w wielu dziedzinach, niestety często sama teoria bez praktyki po prostu leży.
b. Jestem zdecydowana dać dom jakiemuś zwierzakowi, którego los zaprowadził do schroniska. Każdy pies będzie wymagał pracy i zaangażowania - adoptowany czy hodowlany, ale w 2020/2021 roku jest tak szeroki dostęp do darmowej wiedzy w Internecie, że nie musimy od razu zapisywać się na kosztowne szkolenia, żeby jakoś się ze sobą poukładać.
Zaczęło się od Racucha. Potem pojawiła się Runa, niestety nie dane było nam się spotkać. Los zetknął mnie też z Magikiem - chłopakiem z Radys - którego byłam gotowa adoptować, ale ze względu na procedury schroniskowo (a dokładnie ich brak), ktoś zaadoptował go dzień przede mną. Oznacza to mniej więcej tyle, że jechał do domu pewnie dokładnie wtedy, kiedy ja kompletowałam mu wyprawkę w sklepie zoologicznym. Po tym jak ktoś sprzątnął mi sprzed nosa Runę (byłam umówiona na pierwszy spacer, na który przyjechałam, ale niestety Pani wolontariuszka zapomniała mnie poinformować, że pies już pojechał do innego domu), lekko się podłamałam. Po adopcji Magika, kiedy przyjechałam do krakowskiego schroniska następnego dnia i poznałam Figę, byłam już wściekła, że procedury adopcyjne w Krakowie nie istnieją, a na co bardziej popularne psy jest "łapanka". Wkurzyło mnie to okrutnie, ale jedyne co mogłam zrobić, to się temu poddać i nie pozwolić, żeby tym razem ktokolwiek pojechał z nią do domu przede mną. Ja byłam już gotowa do adopcji - miałam wyprawkę skompletowaną wcześniej dla Magika, mentalnie mieszkałam już z tym psem w domu. I tak przez kolejne dni były telefony do schroniska z pytaniem o sterylizację, którą musiała przejść przed adopcją. Były wizyty w schronisku i wreszcie w czwartek, 27 sierpnia 2021. popołudniu przyjechałyśmy do domu, jak tylko wybudziła się z narkozy.
Pierwsze tygodnie były trudne, ale widzę to głównie z perspektywy czasu. Ona została porwana przez obcych ludzi w jakieś nieznane miejsce, dla mnie też wszystko było nowe, czasami zaskakujące. Musiałam nauczyć się, jak to jest dzielić życie z psem. I choć teraz widzę, że było to trudne, to wtedy wydawało się normalne, a do sprawy podchodziłam zadaniowo. Początki były dodatkowo utrudnione przez trudno gojącą się ranę, przez którą pies musiał nosić na zmianę kubrak i kołnierz przez ponad miesiąc. Cóż, jak usłyszałam pewnego dnia od dogtorki - sterylizacja to było cięcie rzeźnika, więc pies niestety cierpiał bardziej niż musiał.
| © Magdalena Hajduk (@magdalena_hajdukk) |
Otacza mnie wiele wspaniałych osób i otrzymałam od samego początku wielkie wsparcie. Przed adopcją, w czasie adopcji, po adopcji. Na każdym etapie przyjaciele byli nieocenioną pomocą i bez nich nie byłoby nas teraz tutaj z Figą. Kiedy już adopcja doszła do skutku i stała się faktem, do pomocy włączyła się też rodzina. Wszyscy nie tylko nie przeszkadzali, ale też kibicowali.
Przygotowując się do życia z psem korzystałam głównie z dwóch żródeł:
- Psiedszkole - szkoła dla psów i choć nie korzystałam nigdy z ich usług stacjonarnie, to jestem członkinią grupy "Psiedszkole - gdzie psy głowami ruszają" na Facebooku, oglądam webinary i czytałam książkę "Słuchając psa" Zofii Zaniewskiej-Wojtków i Piotra Wojtków.
- Czarne podniebienie - szkoła dla psów w Krakowie, choć na etapie przygotowań korzystałam głównie z kapitalnych treści Jarosława Polaka w formie podcastów. Od marca 2021 idziemy stacjonarnie na szkolenie "Warsztaty Spokoju", żebyśmy obie z Figą nabraly trochę ogłady.
| © Katarzyna Cieplińska (@kcieplinska) |
